Trawnik zamienia się jesienią w bagno? Tak można odprowadzić nadmiar wody z ogrodu

Kałuże stojącej wody na zielonym trawniku z opadłymi liśćmi po jesiennym deszczu

Jesienne deszcze potrafią pokazać, gdzie w ogrodzie są słabe miejsca. Po kilku dniach opadów na trawniku stoją kałuże, które nie znikają przez tydzień, ścieżka do kompostownika zmienia się w błoto, a rabata w najniższym punkcie działki przypomina staw. Trawa w takich miejscach żółknie i rzednieje, a korzenie krzewów, które nie znoszą zalewania, zaczynają gnić.

Październik i listopad to dobry czas, żeby przyjrzeć się temu problemowi. Teraz widać dokładnie, gdzie zbiera się woda, a ziemia jest jeszcze na tyle miękka, że da się w niej kopać. Wiosną, gdy trawnik i rośliny ruszą z wegetacją, wszelkie wykopy będą znacznie bardziej kłopotliwe.

Skąd się bierze stojąca woda na trawniku

Najczęstszą przyczyną jest ciężka, gliniasta gleba, przez którą woda przesiąka bardzo powoli. Podobny efekt daje zagęszczony grunt na nowych działkach, po których w czasie budowy jeździł ciężki sprzęt. Wierzchnia warstwa ziemi nawieziona po budowie wygląda dobrze, ale kilkadziesiąt centymetrów niżej leży ubita warstwa, która działa jak dno wanny. Woda zatrzymuje się na niej, a trawnik nad nią nasiąka jak gąbka. Drugą przyczyną bywa ukształtowanie terenu. Jeśli działka leży niżej niż sąsiednie albo niżej niż droga, spływa na nią woda z otoczenia.

Do tego dochodzą rynny, które zrzucają deszczówkę z dachu tuż przy ścianie domu, i utwardzone powierzchnie, z których woda nie wsiąka, tylko spływa na trawnik. Zanim zaczniesz kopać, warto po ulewie przejść się po ogrodzie i zanotować, skąd woda przychodzi i gdzie się zatrzymuje.

Drenaż, który naprawdę zbiera wodę

Gdy problemem jest nieprzepuszczalny grunt, najskuteczniejszym rozwiązaniem jest drenaż, czyli system perforowanych rur ułożonych w ziemi, które zbierają nadmiar wody i odprowadzają ją w inne miejsce. Rury układa się w rowach na głębokości kilkudziesięciu centymetrów, ze spadkiem w kierunku odbiornika, w obsypce z płukanego kruszywa. Przy glinie i gruntach pylastych sprawdza się rura drenażowa w otulinie, czyli rura owinięta włókniną albo włóknem kokosowym, które działa jak filtr. Otulina przepuszcza wodę, ale zatrzymuje drobne cząstki gleby, które bez niej po kilku sezonach zamuliłyby otwory i drenaż przestałby działać.

Przy układaniu drenażu najczęściej popełnia się trzy błędy: zbyt mały spadek, który powoduje, że woda stoi w rurze, brak studzienek kontrolnych, przez które można przepłukać system, i brak miejsca, do którego woda ma trafić. Drenaż musi gdzieś kończyć się odpływem. Może to być studnia chłonna, rów, zbiornik retencyjny albo, jeśli lokalne przepisy na to pozwalają, kanalizacja deszczowa. Zrzucanie wody na działkę sąsiada jest niedopuszczalne.

Gdy woda nie ma dokąd spłynąć grawitacyjnie

Na płaskich działkach albo tam, gdzie najniższy punkt ogrodu leży niżej niż możliwy odbiornik, woda nie spłynie sama. Wtedy na końcu drenażu stawia się studzienkę zbiorczą, a w niej pompę, która co jakiś czas wypompowuje zebraną wodę wyżej, do rowu, studni chłonnej czy zbiornika. Woda z drenażu zawiera piasek, drobne cząstki gleby i resztki roślin, więc zwykła pompa do czystej wody szybko by się zatarła.

W takich miejscach montuje się urządzenie, które w katalogach opisuje się jako pompa do wody brudnej. Ma ona większe przeloty i wirnik odporny na ścieranie, dzięki czemu przepuszcza zanieczyszczenia o średnicy kilku centymetrów. Przy wyborze warto zwrócić uwagę na maksymalną wielkość cząstek, wysokość podnoszenia i rodzaj wyłącznika pływakowego. Pompa włącza się wtedy sama, gdy poziom wody w studzience wzrośnie, i wyłącza, gdy spadnie. Tę samą pompę można też wykorzystać doraźnie, na przykład do opróżnienia zalanej piwnicy czy oczka wodnego przed czyszczeniem.

Podjazd i taras też zbierają wodę

Utwardzone nawierzchnie wokół domu, czyli podjazd, taras i ścieżki, odprowadzają wodę bardzo szybko, ale jeśli nie mają odpływu, kierują ją prosto na trawnik i rabaty. Na tarasie i ścieżkach zwykle wystarczy odpowiedni spadek nawierzchni i korytko odwadniające przy krawędzi. Przy podjeździe, który często leży niżej niż ogród lub prowadzi w dół do garażu, potrzebne jest coś więcej.

Tam stosuje się punktowe odpływy w nawierzchni, w katalogach nazywane wpustami podwórzowymi lub parkingowymi. W odróżnieniu od kratki w podłodze łazienki muszą one wytrzymać przejazd samochodu, dlatego mają żeliwną lub stalową kratę i ramę o odpowiedniej klasie obciążenia. Dobre wpusty podwórzowe mają też osadnik, w którym zatrzymuje się piasek i liście, zanim woda trafi do rury. Osadnik czyści się kilka razy w roku, szczególnie jesienią, gdy podjazd zasypują liście z drzew.

Od czego zacząć w swoim ogrodzie?

Zanim kupisz materiały, przyda się prosty plan. Warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

  • w których miejscach woda stoi najdłużej i skąd do nich spływa,
  • jaki jest grunt na głębokości jednego szpadla i nieco niżej,
  • gdzie zebrana woda może zostać odprowadzona,
  • czy rynny z dachu można skierować do zbiornika zamiast na trawnik,
  • czy w ogrodzie jest dostęp do prądu w miejscu ewentualnej pompy.

Przy większych pracach dobrze jest porozmawiać z firmą zajmującą się odwodnieniem albo z instalatorem. Materiały, czyli rury drenarskie, studzienki, pompy i wpusty, można dobrać w hurtowni instalacyjnej, a w oddziałach Onninen doradca pomoże zdecydować o średnicy rur i rodzaju pompy do konkretnej ilości wody.

Ogród, z którego nadmiar wody ma dokąd odpłynąć, szybciej obsycha po deszczu, a trawnik i rośliny mają zdrowe korzenie przez cały rok. Parametry rur drenarskich, pomp i wpustów sprawdzisz na www.onninen.pl